Orlen Warsaw Marathon 2015
Plan przebiegnięcia dystansu maratońskiego 42,195km powstał rok temu w drodze powrotnej z Półmaratonu Warszawskiego. Po roku treningów i setek przebiegniętych kilometrów plan trzeba było wdrożyć w życie i stało się.
Warszawa 26.04.2015 godzina 9: 00 stoję na starcie trzeciej edycji Orlen Warsaw Marathon z ambitnym planem - przetrwać.
Wybija godzina 9: 30 i start, na trasę maratonu rusza ok 13 tysięcy osób. Pierwsze 26 km przebiega zgodnie z planem, biegnę według założonego tempa, na 24 km miłe zaskoczenie wodę na punkcie nawadniania podaje mi dziennikarz Tomasz Lis. Od 28 km zaczynają się schody, tempo biegu spada, zmęczenie daje o sobie znać. 30 km i legendarna ściana, w głowie myśli typu co ja tu ... robię, nie dam rad, może lepiej zejść z trasy. Z pomocą przyszli niezawodni kibice którzy mimo niesprzyjającej pogody dopingowali nas przez cały dystans, padały słowa otuchy i wsparcia.
Na 35 było już lepiej, w głowie jedna myśl żeby się nie zatrzymać, dasz radę, jeszcze tylko jeden zakręt, jedno skrzyżowanie, jeden most, jeden kilometr. Na ostatnich kilometrach zrozumiałem, że maratonu nie biegnie się nogami tylko głową. Ostatnie 200 m to już walka samym z sobą i jest upragniona meta i tylko jedna myśl huczy w głowie " NIGDY WIĘCEJ".
Na metę dotarłem z czasem 3:43:25, jak na debiut myślę że nie wypadłem źle, najważniejsze jest zdobyte doświadczenie.
Z Działdowa biegł jeszcze jeden biegacz Piotr Koźmiński, który ukończył rywalizację z czasem 3:50:23. Z Lidzbarka Mariusz Dembowski, który ukończył bieg z czasem 2:47:24 zajmując bardzo wysokie, bo 71 miejsce w klasyfikacji generalnej, a 30 w swojej kategorii wiekowej.
W drodze powrotnej po dojściu do siebie powstał już nowy plan, jeszcze bardziej ambitny, ale o tym trochę więcej już w lipcu, trzymajcie kciuki.
Teraz trochę odpoczynku i przygotowania do nowego wyzwania, już wiem nad czym muszę popracować, a co jest moją mocna stroną.
Po niedzieli już mogę powiedzieć , TAK JESTEM MARATOŃCZYKIEM, JESTEM BIEGACZEM, jestem zwycięzcą- nie przestałem walczyć, wytrwałem do końca.
Do zobaczenia na trasie
Paweł Żmijewski



