05.01.2009 10:44 Wiek: 17 yrs
Kategoria: Sport

Moje sportowe wspomnienia


Koniec roku sprzyja różnym podsumowaniom i wspomnieniom. Poprosiliśmy kilku dawnych sportowców o podzielenie się swoimi wspomnieniami z dawnych sportowych lat

Dziś są działaczami i trenerami lub też po prostu zwykłymi obserwatorami życia sportowego w Działdowie. Jednak wszyscy bez wyjątku ten sport kochają, bo miłość do sportu pozostała im na zawsze.

1740_t.jpgJan Piskorowski – były koszykarz Startu Działdowo: W moich sportowych wspomnieniach pozostało wiele bardzo miłych chwil, ale są i takie, które pozostawiły zadrę w mojej sportowej pamięci. Jednym z takich wydarzeń był mecz o wejście do II ligi w latach 70. Graliśmy z jedną z drużyn z Wybrzeża, była to chyba Spójnia Gdańsk. Do końca meczu pozostała 1 sekunda i przegrywaliśmy 1 punktem. W tym momencie nastąpiło przewinienie przeciwnika i ja wykonywałem dwa rzuty osobiste. Jedno celne trafienie dawało nam remis i możliwość dogrywki, dwa celne rzuty dawały nam zwycięstwo. Niestety zbyt duża odpowiedzialność, drżenie rąk, pełna sala kibiców Działdowa i ich presja, spowodowały, że obydwa rzuty były niecelne, minimalna porażka i ja z wyrzutami, że nie potrafiłem wykorzystać nadarzającej się okazji. Długo to przeżywałem, ale koledzy nie mieli do mnie żadnej pretensji. Tylko jeden z kibiców kilka dni później poszczuł mnie swoim wilczurem za te niecelne rzuty (oczywiście w żartach). Natomiast wspaniałe chwile przeżyłem w roku 1988. Wówczas byłem na mistrzostwach Polski szkół podstawowych we Wrocławiu z drużyną trenera Leszka Gołębiewskiego jako kierownik drużyny. W zespole grała moja córka Agnieszka i ta drużyna okazała się najlepszą drużyną w kraju. Wszyscy przeżyliśmy wielką euforią i o naszym Działdowie było bardzo głośno w światku koszykówki, bardzo mocno zaznaczyliśmy swoją obecność na sportowej mapie Polski. W sportowych wspomnieniach powraca oczywiście rok 1976, kiedy wybrano mnie na najlepszego sportowca Działdowa.

1743_t.jpgWojciech Cieślak – były lekkoatleta i piłkarz: Do dziś pamiętam i mile wspominam mistrzostwa Polski MKS w Gdyni w roku 1958 w la. Startowałem na dystansie 90 m p.pł. , uzyskałem czas 13,3s. i zdobyłem tytuł mistrzowski bijąc jednocześnie rekord Polski młodzików. Rok wcześniej miałem okazję wystąpić na stadionie X-lecia, gdzie rozgrywano czwórbój lekkoatletyczny. Zająłem w nim 4. miejsce. Dodatkowo rozgrywane były na tych zawodach biegi sztafetowe 4x60m i nasza sztafeta zajęła w silnej konkurencji 4. pozycję. Biegliśmy w składzie: Leszek Szymborski, Jerzy Pajewski, Leszek Góralski i ja na czwartej zmianie. Naszym trenerem był Wilhelm Koralewski. Zaszczytem dla nas młodych chłopaków z małego miasteczka był pobyt w stolicy i nocleg w bardzo dobrym hotelu. W nagrodę dostaliśmy od naszego trenera obiad, bo żadnych innych gratyfikacji wówczas nie było. Później kiedy odbywałem zasadniczą służbę wojskową zdobyłem na mistrzostwach Wojsk Wewnętrznych III miejsce w skoku wzwyż wynikiem 173 cm oraz I miejsce w sztafecie 4x100m. Był to rok 1962. Za te osiągnięcia otrzymałem oczywiście w nagrodę dodatkowy urlop. Przez szereg lat występowałem w drużynie piłkarskiej Startu Działdowo i ten okres wspominam bardzo serdecznie. Dziś jestem prawie na każdym meczu mojego ukochanego Startu i cieszę się mocno z dobrej gry moich młodszych kolegów. Grają naprawdę super.

1739_t.jpgHenryk Przybyszewski – były koszykarz Startu Działdowo: W moich wspomnieniach wracam do ważnego meczu koszykówki, kiedy walczyli